Przyznaję, jest ciężej niż myślałam. Dopiero teraz czuję różnicę między jedzeniem nawet 2000 kalorii dziennie, a 900. Bardzo się martwię, że jednak nie wytrwam do końca, szukam jakiejś motywacji. Zrobiłam ten krok do tyłu. Nie wytrzymałam, pół czekolady poszło w boczki. Czuję się z tym źle, poszłam na 3 godziny na siłownię, ale mimo to czuję, że zawiodłam siebie.

Mam nadzieję, że przyszły tydzień nie przyniesie takich niespodzianek. Będę wchodziła w drugie etap mojego programu odchudzania, czyli będę mogła spożywać już 1200 kalorii w ciągu dnia. Staram się nakręcić, oglądając przeróżne przepisy na bogate w białko śniadania i na fantastyczne zupy. Jestem radosna i zadowolona, że znów będę mogła spróbować swoich sił w kuchni z nowymi przepisami, jednak ciągle, po tych paru minutach zapomnienia, będę obawiała się, że moje starania są na nic, że jestem do niczego, że nawet czekolady nie potrafię sobie odmówić.

Cieszę się, że założyłam tego bloga. Już w trakcie pisania tego wpisu dużo myślałam nad sobą, nad moimi myślami i zachowaniem. I wiecie co? Z każdym słowem, z każdym napisanym i przeczytanym na głos zdaniem, wzmacnia się moją myśl, że gadam głupoty, że przecież co? Ja sobie nie poradzę? Radziłam sobie z gorszymi i trudniejszymi zadaniami. Muszę po prostu znaleźć w sobie wewnętrzną siłę i moc do działania, a każdy kolejny dzień będzie owocował coraz lepszymi wynikami!

Tym oto na całe szczęście miłym (przynajmniej w moim mniemaniu akcentem) żegnam się z Wami i do zobaczenia za tydzień!