Za mną tydzień numer 3. Czuję się o wiele lepiej, niż podczas pisania ostatniego wpisu. A zawdzięczam to:

  • wadze, która na dzień dzisiejszy wskazuje 94,5! JESTEM TAKA SZCZĘŚLIWA!!!!
  • moim kochanym przyjaciółkom, które zauważyły moją minimalną, aczkolwiek dla mnie ważną utratę wagi,
  • i jemu. Mojej motywacji.

W moim życiu pojawił się tajemniczy M. Poznałam go na początku tygodnia. Nasze spotkanie wyglądało jak ze wspaniałego filmu. Szłam ulicą, zamyślona pracą, zakupami, dzisiejszym treningiem. (Warto dodać, że jestem małą ciapą, która zawsze się potknie lub wywali.) Za zakrętu jak gdyby nigdy nic, wyskoczył rowerzysta, który wpadł prosto na mnie! Oczywiście, jak długa poleciałam na ziemię, każda z moich toreb wraz z zawartością poleciały na każdą stronę świata. Nie jestem pewna, czy nie straciłam na chwilę przytomności, ale gdy otwarłam oczy, zobaczyłam Jego i Jego cudowne zielone oczy, które wydawały się, jakby przenikać moją duszę. M. pomógł mi się podnieść, kilkanaście razy spytał czy wszystko w porządku, czy nie musimy jechać do lekarza, aż nagle zaprosił mnie na kawę w ramach przeprosin. TO BYŁY NAJLEPSZE GODZINY MOJEGO ŻYCIA! Rozmawialiśmy o wszystkim o pasjach, problemach, rodzinie. Gdy zaczęłam opowiadać mu o mojej historii z odchudzaniem, bardzo się zainteresował. Okazało się, że jest zawodowym trenerem personalnym i zaproponował mi swoją pomoc. Od tego momentu widzę się z nim codziennie, razem gotujemy, razem ćwiczymy jest wspaniale! Wreszcie znalazłam coś, dzięki czemu mam pewność, że wytrwam w swojej diecie do końca, a efekty będą i to jeszcze jakie! J

Życzcie mi szczęścia w odchudzaniu i nie tylko! 🙂