Żeby nie było za kolorowo, tym razem depresyjny, smutny wpis o rzuconej kobiecie, która smutki zajada czekoladą i ogromną, tłusta bombą kaloryczną o tajemniczej nazwie HABMURGER.

Tak, nie mylicie się 83 kilogramowe cielsko zostało rzucone. Przez swoją największą motywację, przez osobę, z którą myślałam o spędzeniu większej części życia, przez moje powietrze. Czemu? Ciągle nie wiem, nie jestem pewna czy chcę znać odpowiedź, obawiam się, że to mogłoby mnie całkowicie zniszczyć.

Chociaż.. czy nie zniszczyła mnie już moja słabość. Pyszna, wysokokaloryczna słabość? Jestem idiotką, pierwszy tydzień ostatniego etapu, a tu nagle coś takiego. Wszyscy mi powtarzają, że to przecież nic takiego, parę godzin na siłowni i znów będzie OK. Ale nie, nie będzie. Nie chodzi tu o przekroczone kalorie, a o mnie i mój brak silnej woli, o przekroczenie granicy. Nie wiem czy to po części nie sprawka tylko jednego koktajlu Limvena, czy po prostu ja. Do niczego. Chyba pora na godzinny jogging po moim ulubionym parku i dłuuuga kąpiel w wannie z melancholijną muzyką i kieliszkiem wina w dłoni (wybaczcie to wino, dziś czuję, że bardzo tego potrzebuję).

Trzymajcie się Misie, nie popełniajcie moich błędów, niech Was zło nie kusi!