Tydzień 10 był pełen dobrych, ale i złych chwil. Pełen pokus, wyrzeczeń i przekraczania granic. Bardzo przeskrobałam, za dużo jadłam, za mało się starałam. Boję wejść się na wagę i nie zrobię tego, bo jeżeli waga pokaże za dużo załamię się i nie będę w stanie wrócić do wszystkich obowiązujących mnie zasad.

Zastanawiam się czemu tak postępuję, czemu tracę samozaparcie. Nie wiem, czy to już zmęczenie, czy to monotonia. Może gdybym zmieniła aktywność fizyczną, moje menu, może wtedy znów poczułabym radość z odchudzania, jaką czułam na samym początku? Kochane! Pomóżcie! Podrzućcie jakieś porady, przepisy, jak Wy umilacie sobie życie, jakie sporty uprawiacie? Może jakieś egzotyczne sztuki walki? J Z niecierpliwością będę wyczekiwać waszych propozycji!

HOLA, HOLA! NIE MA ZAŁAMYWANIA SIĘ! Przecież jestem już na półmetku, prawda? Nie mogę tracić wiary w siebie. Nie teraz, kiedy udało mi się aż tyle osiągnąć. Jestem pewna, że nie darowałabym sobie tego. Pod żadnym pozorem nie mogę sobie pozwolić na kolejne chwile słabości. Dziewczyny! W Was nadzieja! Proszę, wyślijcie mi wirtualnego „liścia” w twarz, żebym się ogarnęła, bardzo o to proszę i z góry dziękuję! J)